„To już jutro, nadal dzisiaj, czy może jeszcze wczoraj?” Takie można sobie zadać pytanie przybywając na Tahiti. Z jednej strony chodzi o czas, a właściwie jego różnicę wynikającą z położenia archipelagu na naszym globie, co ma wpływ na obowiązującą tam strefę czasową. Pomiędzy Europą a Polinezją Francuską różnica ta wynosi 12 godzin (w okresie letnim). Podróżując na Polinezję ważny jest też kierunek z którego przybyliśmy na wyspy. Bowiem znajdują się one „niedaleko” linii zmiany daty (pokazuje to poniższa mapa pozyskana z zasobów Google Maps. Stąd właśnie początkowe pytanie. Z drugiej zaś strony wiąże się to z przeżyciami, które towarzyszą na każdym kroku eksploracji, na tych postrzeganych przez wielu – rajskich wyspach. A gdzie, jak gdzie?, ale w raju przecież rachuba czasu nie ma znaczenia. Nawiązanie w tytule do historii tego miejsca, wynika między innymi z tego, że z pomiarem czasu miał też problem jeden z bohaterów tego opracowania – ale o tym w dalszej części.
Polinezja to fragment jednego z trzech głównych obszarów kulturowych wysp
Oceanu Spokojnego (poza Melanezją i Mikronezją). Charakterystykę
przynależności poszczególnych terytoriów ukazuje poniższa mapa, pozyskana z
domeny publicznej Wikipedii.
Polinezja jako całość, to ponad 1000 wysp (stąd nazwa, tłumaczona ze starożytnej greki, gdzie
„polys” znaczy wiele, a „nesos” to wyspa) rozsianych po środkowym i południowym
Pacyfiku, po obu stronach równika i po obu stronach linii zmiany daty.
Mieszkańcy tego obszaru wyspiarskiego nazywani są …Polinezyjczykami. Mają oni ze
sobą wiele wspólnego: m.in. pokrewieństwo językowe, czy kulturę – zwłaszcza
obyczaje i wierzenia oraz tradycje żeglowania, pozwalającą (zwłaszcza w
przeszłości) docierać do odległych wyspiarskich skrawków lądu. I właśnie ta
możliwość wynikająca z umiejętności żeglowania oraz potrzeba odkrywania,
przywiodła w ten region pierwszych jej mieszkańców. Sami Polinezyjczycy (w zgodzie z ich wielowiekową
tradycją) uważają się za bezpośrednich potomków Ojca – Niebios i Matki – Ziemi. Jednak
zdaniem naukowców, przodkowie dzisiejszych rdzennych
mieszkańców Polinezji (traktowanej w całości), osiedlali się na tych terenach już
od 3000 roku p.n.e., na samą zaś obecną Polinezję Francuską docierając ok. 1000
roku n.e. Pochodzili oni najprawdopodobniej z terenów dzisiejszej Indonezji. Jak
wiadomo na długo przed tym, jak pierwsi europejczycy
dopłynęli na wyspy, ich mieszkańcy stanowili dobrze zorganizowane
społeczeństwo, oparte na rozwiniętej hierarchii, na której czele stali wodzowie
i kapłani. Geograficznie (a może bardziej
matematycznie) Polinezja określona jest jako obszar przypominający trójkąt,
gdzie jego wierzchołki wyznaczone są przez: Hawaje (1), Nową Zelandię (2), Wyspę
Wielkanocną (3), a w jej środku znajduje się Polinezja Francuska z Wyspą Tahiti
(5), pod numerem (4) znajduje się Samoa. Ukazuje to rysunek tego obszaru globu:
Jako jedną z współczesnych
ciekawostek …politycznych Polinezji można zaakcentować fakt występowania na tak
stosunkowo niewielkim obszarze lądowym (wyspiarskim), dużej ilości bytów
politycznych, których łącznie jest 20. Składają się na nie: niezależne,
suwerenne państwa (jest ich 7, np. Tonga, Tuvalu, Kiribati), i 13 terytoriów
zależnych, np. terytoria zamorskie innych państw (np. Hawaje – USA, Wyspa
Wielkanocna – Chile), wspólnoty zamorskie (np. Polinezja Francuska – Francji),
terytoria stowarzyszone (np. Wyspy Cooka, Niue), terytorium nieinkorporowane
(Samoa Amerykańskie – USA).
Polinezja Francuska wchodząca w skład Polinezji to obszar wyspiarski, politycznie przynależny do Francji (o czym było powyżej), mimo tego, że do terytorium kontynentalnego państwa jest ok. 15,5 tys. km. Polinezja Francuska składa się łącznie ze 118 wysp, z czego 76 jest zamieszkałych. Co ciekawe obszar wodny wysp stanowi powierzchniowo jej największy potencjał (ok. 2,5 mln. km2) – stanowiąc ok. połowę wszystkich francuskich wód morskich (a uwzględnić trzeba przecież inne obszary pozaeuropejskie, których Francja ma niemało). Obrazując powierzchnię Polinezji Francuskiej, porównując ją do obszaru Europy, można uświadomić sobie jej ogrom. Umieszczając hipotetycznie główną wyspę (ze stolicą) – Tahiti, na miejscu Paryża, jej najbardziej na północ wysunięty punkt znalazłby się niedaleko Sztokholmu, najbardziej wschodnia wyspa leżałaby w południowej Serbii, lokalizacja południowej wyspy to okolice Sardynii na M. Tyreńskim, a krańce zachodnie dochodziłyby do wybrzeży angielskiej Kornwalii.
Wyspy zlokalizowane są w pięciu głównych archipelagach, (wyliczając z kierunku północnego): 1. Markizy (fr. Îles Marquises), 2.Tuamotu (fr. Îles Tuamotu | Archipel des Tuamotu) 3. Wyspy Towarzystwa, (fr. Îles de la Société), 4. Wyspy Gambiera (fr. Archipel des Gambier), 5. Wyspy Australskie lub Tubuai (fr. Îles Australes | Îles Tubuai). Analizując ich pochodzenie, okazuje się że cztery z nich to archipelagi wulkaniczne (Markizy, Gambiera, Wyspy Towarzystwa i Tubuai), a jeden archipelag (Tuamotu) jest pochodzenia koralowego. Oczywiście pisząc o pięciu archipelagach, nie można, nie wspomnieć, że każdy z nich składa się z mniejszych atoli. Znaczącym dowodem na to jest fakt, że archipelag Tuamotu tworzy największą grupę atoli na świecie.
W skład głównego (administracyjnie) archipelagu Wysp Towarzystwa (ang. Society Islands) wchodzi łącznie 14 wysp, które dzielą się na dwie grupy: pierwsza to Wyspy Pod Wiatrem (Podwietrzne), do których należą: Raiatea, Huahine, Bora Bora, Taha’a, Maupiti, Tupai, Manuae, Maupihaa, Motu One, druga grupa to Wyspy Na Wietrze, w skład których wchodzą: Tahiti, Moorea, Mehetia, Tetiaroa, Maiao. Lokalizację archipelagów, jak i wysp przedstawiają (powyżej i poniżej) mapy pozyskane ze źródeł Wikipedii.
Główną wyspą całego archipelagu Wysp Towarzystwa (a zarazem całej Polinezji Francuskiej), jest Tahiti. Leży ona w odległości ok. 600 km. na północ od Zwrotnika Koziorożca i ok. 2000 km. na południe od Równika i jest największą z wysp całej Polinezji Francuskiej. Stolica zaś zlokalizowana jest w Papette – co w języku tahitańskim oznacza „kosz wody”. Wyspa składa się z dwóch części, skupionych wokół wygasłych wulkanów – większej Tahiti Nui (Wielkie Tahiti) i mniejszej Tahiti Iti (Małe Thahiti), połączonych przesmykiem Taravao. Ze swoimi imponującymi, majestatycznymi górami (zwłaszcza najwyższym szczytem Polinezji Francuskiej - szczytem Orohena, wznoszącym się na wysokość 2241 m.n.p.m.), wyspa dominuje i wyróżnia się na tle oceanu (jak wielu mówi: „w swej królewskiej okazałości.”). Przyglądając się z bliska wyspie, dostrzega się w jej wnętrzu także urzekające pięknem doliny, imponujące wodospady i wszechogarniającą, niesamowicie „soczystą” zieleń.
Mit Tahiti jako tropikalnego raju rozpoczął się wraz z pierwszymi europejskimi odkrywcami. To właśnie oni opisywali idylliczną krainę obfitującą w żywność, zamieszkaną przez przyjaznych, bogatych kulturowo wyspiarzy, żyjących w pokoju i harmonii. Dlatego też „historia wiatru w żagle”, jako podtytuł nie jest przypadkowy. Konfrontacja atrakcyjności z przeszłości i jej współczesne aspekty dadzą pełniejszy obraz „rajskiego miejsca na ziemi.”
Jedno z pierwszych odniesień historycznych nawiązuje do znaczącej w dziejach podróży i odkryć – postaci Jamesa Cooka. Ciekawa i fascynująca postać zarówno żeglarza, kartografa, astronoma i (co mnie najbardziej fascynuje) odkrywcy. Przychodząc na świat w ubogiej rodzinie, w wyspiarskim kraju (Anglii), zetknął się za młodu ze sztuką żeglarską, a że miał „otwarty” umysł i szybko się uczył, w niedalekiej swojej przyszłości mógł oferować światu coś nowego – odkrycia …w wielu dziedzinach. Uczestniczył w trzech wyprawach dookoła świata, będąc ich organizatorem i kapitanem. Jego zadaniem było miedzy innymi odkrycie nieznanego lądu południowego (Terra Australis). Dlatego też, w każdej ze swoich wypraw dopływał do wyspy dzisiaj zwanej Tahiti. Podczas pierwszej swojej wyprawy (realizowanej w latach 1768–1771) dotarł do wyspy, płynąc od strony wschodniej, mijając wcześniej pomniejsze archipelagi. Poniżej mapa (z zasobów Wikipedii), przedstawiająca pierwszą trasę Cooka na Tahiti
Mapa Tahiti (Otaheite) i Moorea (Eimeo) sporządzona przez Cooka (pozyskana ze zbiorów wikipedii).
James Cook w swoich relacjach dokładnie opisuje dopłynięcie
(na statku Endeavour) do Tahiti (Otaheite). Miało
ono czas i miejsce dnia 13 kwietnia 1769 r. o godzinie 5 rano wpływając w
zatokę, a o godzinie 7 rano kotwicząc w niej na 13 sążniach. Według pomiarów było
to dokładnie na 17° 29' S (szerokości geograficznej południowej) i 149° 30' W
(długości geograficznej zachodniej). Miejscem tym była Zatoka Matavai (Matavie)
– nazywana tak przez rdzennych mieszkańców, przez Cooka zaś Royal Bay. To
właśnie wówczas (tuż po przybyciu) Cook napisał:
„Sposób liczenia dnia w Dzienniku pokładowym trwa od południa do południa, ale ponieważ najważniejsza transakcja na tej wyspie musi mieć miejsce w porze dziennej, metoda ta będzie obarczona niedogodnościami przy wprowadzaniu transakcji każdego dnia. Z tego powodu będę podczas naszego pobytu tutaj, liczył dzień według rachunku cywilnego, który ma zaczynać się i kończyć o północy czasu zapisywanego w Dzienniku.”
Powyższe zdjęcia przedstawiają dokładnie miejsce przybycia Cooka (nazywane Point Venus) i niewielki pomnik (pierwotnie postawiony w 1901 r., obecny odrestaurowany w 2011 r.) na cześć tego historycznego wydarzenia. Wybór kotwiczenia podyktowany był z jednej strony dostępnością od strony wody – kanałem między rafami, odpowiednią głębokością, ale też doskonałym umiejscowieniem do dokonywania obserwacji nieba, a głównie tzw. Tranzytu Wenus. Bo właśnie takie zadanie obserwacji „przejścia” planety Wenus na tle tarczy słonecznej było również celem wyprawy Cooka. Miało to mieć miejsce dokładnie 3 czerwca 1769 roku. W wieku XVIII obserwacje te były bardzo ważne, ponieważ mierząc czas (pomiędzy momentami kontaktu planety Wenus ze Słońcem) można było dokładniej wyliczyć (na podstawie podobnych obserwacji dokonywanych w tym samym czasie w innych miejscach) odległość Ziemi od Słońca. Obserwacja Tranzytu Wenus była naprawdę istotną częścią wyprawy, ponieważ już 15 kwietnia (czyli drugiego dnia) rozstawiono namiot w północno-wschodnim punkcie zatoki i tym samym przystąpiono do budowy małego fortu obronnego, chroniącego sprzęt pomiarowy, a właściwie to miejsce będące Obserwatorium. Koniec jego budowy i tym samym rozstawianie większości urządzeń nastąpiło 1 maja 1769 roku.
Przebywając na Tahiti zachwycać się można czymkolwiek na każdym kroku. To, co stanowi jej potencjał turystyczny to (najogólniej) krajobraz, klimat, kultura i historia. Oczywiście, obecnie wyspa ma w sobie wiele odniesień do rozwiązań współczesnej cywilizacji, jednak chcąc głębiej, bardziej romantycznie i duchowo, a także historycznie odczuwać i chłonąć jej piękno, warto zagłębić się w opisy z „Dziennika Kapitana Cooka z pierwszej podróży dookoła świata”. Znaleźć tam można wiele bardzo ciekawych i cennych informacji, które można weryfikować z dzisiejszą rzeczywistością. James Cook pisze:
„…Kraina tej wyspy, z wyjątkiem tego, co bezpośrednio graniczy z wybrzeżem morskim, ma bardzo nierówną powierzchnię i wznosi się grzbietami sięgającymi do jej środka, tworząc góry widoczne z odległości 20 mil. Pomiędzy podnóżem grzbietów a morzem znajduje się granica nizinnego lądu, otaczająca całą wyspę, z wyjątkiem kilku miejsc, gdzie grzbiety dochodzą bezpośrednio do morza. Ta nizina ma różną szerokość, ale żadna nie przekracza półtorej mili. Gleba jest bogata i żyzna, na większości części nizinnej rosną drzewa owocowe, a obszar ten jest dobrze nawodniony przez wiele małych strumyków, które spływają ze wzgórz. To właśnie na tej nizinie żyje największa część mieszkańców.”
Bezsprzecznie krajobraz wyspy jest jednym
z elementów określających jej atrakcyjność również współcześnie. Jednakże
niezwykle istotna jest też kultura, tradycje i obyczaje mieszkańców, którzy w
dużej części zachowali swoją oryginalność, stanowiącą obecnie ważny element
atrakcyjności turystycznej. Doceniał i fascynował się tym również Cook, tak
opisując różne aspekty życia wyspiarzy:
„…Jeśli chodzi o ludzi: mężczyźni są na ogół wysocy, o mocnych kończynach i dobrze zbudowani, kobiety w większości są tak duże jak Europejki. Wszyscy oni mają różne kolory: ci, którzy są często wystawieni na działanie słońca i powietrza, są bardzo ciemnobrązowi, inni, którzy spędzają większość czasu w swoich domach, nie są bardziej brązowi niż ludzie urodzeni lub mieszkający w Indiach Zachodnich. Ich włosy są prawie powszechnie czarne, gęste i mocne. Kobiety noszą je krótkie, przycięte wokół uszu, z kolei mężczyźni noszą ją na różne sposoby: czasami zawiązując je na czubku głowy lub pozwalając, aby zwisały luźno na ramionach. Wszyscy mają piękne, białe zęby i przeważnie krótkie, płaskie nosy. Ich rysy są przyjemne, a chód pełen wdzięku. Zachowanie wobec obcych i siebie nawzajem jest otwarte, przyjazne i uprzejme, i z tego, co widziałem: wolne od zdrady.”
I właśnie aspekt kulturowy (nie tylko moim zdaniem) odegrał znaczącą rolę w historii wyspy. A chodzi mianowicie o: wspomniane przeze mnie we wcześniejszych akapitach „mieszanie w głowach” europejczykom. Tak opisuje to Kapitan:
„…Ponad połowa mieszkańców podjęła postanowienie cieszenia się wolnością w Miłości, nie martwiąc się jej żadnymi konsekwencjami. Wielu z tych ludzi zawiera intymne relacje i żyje razem jako mąż i żona przez lata. Są tak dalecy od ukrywania tego, że postrzegają to jako gałąź wolności, organizując spotkania między sobą, podczas których mężczyźni relaksują się zapasami, a kobiety tańczą nieprzyzwoity taniec, podczas którego dają pełną swobodę swoim pragnieniom. Obie płcie bez cienia emocji wyrażają w rozmowie najbardziej nieprzyzwoite pomysły i rozkoszują się taką rozmową jak żadna inna. Czystość tutaj rzeczywiście jest mało ceniona, do tego stopnia, że mężczyźni bardzo chętnie ofiarują młode kobiety nieznajomym i uznają za bardzo dziwne, jeśli odmówisz.”
Bez wątpienia istotnym, dodatkowym elementem podnoszącym atrakcyjność obszaru Tahiti, jest ... „siostrzana” wyspa Moorea. Jej niewielka odległość i dobra dostępność – zarówno promem (średnio co ok. 1,5 godz., z czasem płynięcia od 30 do 45 min.), jak i samolotem (od 2 do 6 razy dziennie, z lotem trwającym 15 min.) nie stanowi żadnego problemu dla podróżujących. Historycznie wyspa ta nazywała się: Aimeho (Eimeo) i za „czasów” Cooka obecności nie stanowiła jego żadnego zainteresowania, z czego sam dziwi się, w swoich dziennikach, będąc na Tahiti podczas swojej trzeciej wyprawy:
„Zakotwiczyliśmy w bardzo dobrym, nieznanym nam wcześniej porcie na Eimeo, chociaż jest to jeden z najlepszych portów, jakie spotkaliśmy na wyspach Morza Południowego… Port położony jest w północnej części wyspy, rozciąga się pomiędzy wzgórzami. Pod względem bezpieczeństwa i dobroci dna nie jest gorszy od innych, jakie spotkałem na którejkolwiek z wysp, a ma tę przewagę nad większością z nich, że statek może zarówno wchodzić, jak i wypływać przy panującym pasacie. To trochę niezwykłe, że przedtem trzykrotnie byłem w Otaheite i nie wiedziałem, że jest na niej port, wręcz przeciwnie, zawsze rozumiałem, że go nie ma”.
To właśnie cechą wyróżniającą wyspę Moorea (daw. Eimeo) są dwie duże zatoki, z których jedna (tam gdzie cumował Kapitan) nazwana została Zatoką Cook’a. Oddzielone są one od siebie górą Rotui i nadają wyspie kształt trójzębu. Wyspa (podobnie jak Tahiti) charakteryzuje się bujną roślinnością. Porastają one osiem stożków, na szczytach których wytyczono szlaki turystyczne. W całości otoczona jest wspaniałą rafą koralową.
Moorea
jest na tyle mała, że można zwiedzić ją nawet w jeden dzień. Jej linia brzegowa ma ok. 60 km długości i obejmuje dwie wspomniane
wcześniej zatoki oraz plaże z miękkim białym piaskiem. Centrum wyspy jest
niezamieszkane i stanowi dziewiczy skarb dla miłośników przyrody. Całość
uzupełniona krystalicznie czystą turkusową wodą, ze wspaniałymi lagunami i
rafami sprawia, że to Moorea może jest właśnie tym upragnionym rajem. No
przynajmniej mi się tak wydaje! A jeżeli dodamy do tego jeszcze różnorodność
biologiczną i pełnię życia np. morskiego, doświadczając bliskości pływania z
rekinami, płaszczkami, żółwiami (w ich naturalnym środowisku) to wszelkie
wątpliwości na temat innego umiejscowienia raju ulatują.
Na koniec mapa ukazująca trasę wszystkich trzech podróży Jamesa Cooka, gdzie każda z nich obejmowała dzisiejsze Tahiti. Pierwsza zaznaczona jest na czerwono, druga na zielono, a trzecia na niebiesko (przerywana niebieska linia to powrót ekspedycji Cooka po jego śmierci).
Tytułując materiał: „Historia wiatru w żagle”, opisując Tahiti, wypada odnieść się do jeszcze jednego wydarzenia w dziejach żeglarstwa, nawiązującego do tego miejsca, a chodzi mianowicie o tzw. Bunt na Bounty. Bunt, czyli rebelia miała miejsce na pokładzie brytyjskiego okrętu marynarki wojennej HMS Bounty (dokładnie dnia 28 kwietnia) w roku 1789, czyli ponad 10 lat po ostatniej wizycie Kapitana Cooka. Faktycznym miejscem buntu była wprawdzie wyspa Tofua (leżąca w archipelagu wysp Tonga), oddalona ok. 1600 mil morskich od Tahiti, jednak bezsprzecznie historia ta jest z opisywaną wyspą Tahiti związana. Sam bunt na statku, jak można się chociażby domyślić, polega na przejęciu dowództwa w nieuprawniony sposób. I tak też się stało. Pod przewodnictwem porucznika Christiana Fletchera część załogi przejęła kontrolę nad okrętem i zmusiła kapitana Williama Bligha wraz z osiemnastoma innymi do opuszczenia „Bounty” w łodzi okrętowej. No ale, gdzie w tym wszystkim Tahiti (ówczesna King George Island lub Otaheite)? Otóż właśnie w wyspie upatruje się zarzewia buntu załogi statku. Dnia 26 października 1788 roku „Bounty”, po przepłynięciu ponad 27 tys. Mm zakotwiczył w zatoce Matavai (tej samej, w której cumował wcześniej Cook), na Tahiti. Kapitan Bligh był znany wyspiarzom (z wcześniejszej wyprawy z Cookiem), i z radością dostał pozwolenie na realizację swojego głównego celu wyprawy, czyli pozyskania sadzonek drzewa chlebowego. Trzeba było tylko poczekać aż one urosną, a trwało to …5 miesięcy. W tym czasie zarówno na lądzie, jak i na pokładzie, służba członków załogi statku była stosunkowo lekka, co uwzględniając wszystkie środowiskowe uwarunkowania, a zwłaszcza wcześniej opisany „element kulturowy”, o którym pisał w swoich pamiętnikach Kapitan: „…kobiety wabiące rozpustą przekraczającą wszelkie wyobrażenie.”, doprowadził załogantów do innego postrzegania świata. Warto tutaj wspomnieć posiłkując się wspomnieniami Kapitana Bligh’a, że 18 oficerów i marynarzy, musiało poddać się leczeniu zakażeń wenerycznych. Mimo tego, że Kapitan tolerował takie zachowanie swoich ludzi, to jednak był niezadowolony widząc rosnące niedbalstwo, opieszałość i niewypełnianie swoich obowiązków przez znaczną część kadry. Stąd też chłosta, tak rzadko stosowana podczas podróży, teraz zaczęła stawać się codziennością. Porucznik Christian, mimo swej uprzywilejowanej wcześniej pozycji, także nie unikał gniewu Kapitana. Często był przez niego poniżany, z racji rzeczywistych bądź też urojonych zaniedbań. Jednym dużo za szybko, innym stosunkowo wolno, czas jednak biegł nieubłaganie i po 5 miesiącach ponad tysiąc sadzonek chlebowca umieszczono w donicach i przetransportowano na okręt. Kapitan Bligh chciał jak najszybciej być w drodze, nie przewidział jednak, jak załoga będzie reagować na trudy i niewygody życia na okręcie „…po pięciu rozpustnych, hedonistycznych miesiącach na Tahiti.”. Dnia 1 kwietnia 1789 roku prace zostały ukończone, a cztery dni później „Bounty” opuścił zatokę. I to właśnie wówczas – parę dni później (dokładna data powyżej w tekście), porucznik Fletcher przejął kontrolę nad statkiem, przeprowadzając „tytułowy” bunt.
Nie wdając się w dalsze dywagacje historyczne związane z wydarzeniami zarówno Kapitana Bligh’a jak i porucznika Christian’a wspomnieć należy, że po dokonanej rebelii, „Bounty” (pod wodzą porucznika – kapitana) wrócił na Tahiti dwukrotnie – najpierw 6 czerwca, a następnie 22 września. Podczas ostatniego wieczoru biesiadowania na wyspie Christian zaprosił na pokład grupę Tahitańczyków, z przeważającą ilością kobiet i podczas trwającej zabawy przeciął linę kotwiczną „Bounty”, odpływając z gośćmi, właściwie zakładnikami na pokładzie. Christian skierował „Bounty” na ocean szukając bezpiecznego schronienia, wiedząc co mu grozi za przejęcie statku. Na pomysł, by osiedlić się na wyspie Pitcairn, leżącej daleko na wschód od Tahiti, wpadł gdy zrozumiał, że wyspa została wprawdzie odkryta w 1767 roku, ale jej pozycja jest nadal nieznana. Po miesiącach poszukiwań Christian odkrył ją na nowo, bezludną, dnia 15 stycznia 1790 roku, 188 Mm na wschód od naniesionej na mapach pozycji. Błąd w obliczeniach przekonał buntowników, że należy osiedlić się właśnie tam. Głębsza analiza dalszej historii ukazana została w reportażu Macieja Wasilewskiego, pt. „Jutro przypłynie królowa”. Konkludując całą historię i wydarzenia, warto się przy tym zastanowić i mieć świadomość, że często zdarza się tak, że przysłowiowe – raj i piekło oddziela czasami bardzo krótka droga.





.jpg)


