czwartek, 8 czerwca 2017

GOLE DI RAGANELLO – KALABRIA – WŁOCHY

Rezerwat przyrody utworzony w 1987 roku, w prowincji Cosenza. Zajmuje powierzchnię 1600 hektarów i zlokalizowany jest w Parku Narodowym Pollino. 



Geologicznie rzecz ujmując wąwóz utworzony został w ciągu tysięcy lat w wyniku działania rzeki, drążącej sobie drogę w skałach, pod wpływem wiatru i innych czynników erozyjnych. Cały przełom Raganello ma długość 17 km., z czego ok. 10 km. tworzy płytsze, bądź głębsze wąwozy, których skalne ściany osiągają miejscami znaczące wysokości. Wąwozy dzieli się na dwie strefy, tzw. dużą i małą, a technicznie podzielone są na trzy sekcje. Są to: Przełom Barile (ok. miejscowości San Lorenzo Bellizzi), odcinek Santa Venere – Civita (ok. miejscowości Civita) i tzw. odcinek basenów Raganello.


Z punktu widzenia atrakcyjności, najbardziej spektakularne odcinki są w okolicach miejscowości San Lorenzo Bellizzi i w okolicach miejscowości Civita. Całość tego odcinka, to ok. 6 km. i nawet nie wiem, czy, bez specjalistycznego sprzętu da się go pokonać. Dlatego też (również z punktu widzenia logistycznego) przejścia i możliwości pokonania trasy dna wąwozu na własnych nogach, najlepiej jest rozpocząć (i zakończyć) wędrówkę w ok. Civita, tak jak to zrobiliśmy my. Oczywiście całość obszaru wąwozów to raj nie tylko dla rządnych przygód piechurów – trekkingowców, ale także dla miłośników sportów ekstremalnych. Wąwozy są dobrym miejscem na spływy górskie, wspinaczkę, rafting i np. penetrowanie jaskiń - speleologię. Jest tutaj ponoć zlokalizowana jedna ze słynnych włoskich tzw. ferrat, znana jako „Droga kozłów”.


Penetrację wąwozu proponuję od wspomnianej już miejscowości Civita. Notabene miasteczko to ma ciekawą historię, zostało założone ok. 1471 r. przez albańskich uchodźców, a ulokowane jest na skalnym wzniesieniu, z którego miejscami widać wąwóz. Dojazd do miejscowości nie powinien sprawiać trudności. Jadąc z północy autostradą A2 zjechać należy zjazdem Frascineto i dalej drogą SP263 kierować się na Civita, ok. 10 km od zjazdu z autostrady lub z południa (będąc na wybrzeżu) z drogi SS106 zjechać na drogę SP169 albo SP161, albo SS92, w każdym przypadku jest to odcinek od zjazdu do Civita ok. 20 km.


Aby się dostać do wąwozu, należy, będąc na małym placu ryneczku głównego w Civita (stojąc tyłem do wejścia do kościoła) kierować się w prawą stronę, schodząc systematycznie w dół. Zejście (a z powrotem wejście) jest dosyć strome, dlatego dla nie wytrwałych, ktoś z mieszkańców wpadł na pomysł, aby dowozić turystów.


Faktyczny początek wąwozu to dosyć charakterystyczne miejsce – spektakularny most przerzucony pomiędzy ścianami skalnymi. Jest to tzw. Diabelski Most. Nazwany tak, z powodu legendy, która głosi, że to sam diabeł go zbudował. Jeżeli tak było, to nie przyłożył się do przedsięwzięcia, bo wspomnieć można, że jego konstrukcja zawaliła się 28 marca 1998 roku, podczas szalejącej, gwałtownej burzy. Został jednak odbudowany i od 2005 roku ponownie służy turystom. Znajduje się na wysokości 260 m.n.p.m. a jego wysokość mierzona od dna wąwozu to 37.5 metra. Oczywiście będąc na moście trzeba z niego zejść, aby dostać się na dno.





Co ważne, wejście do wąwozu i jego penetracja nie wymaga obecności przewodnika i nie jest wymagana jakakolwiek opłata. To, co jest potrzebne, to dobre buty, które można zamoczyć, zabezpieczone dokumenty i  sprzęt elektroniczny oraz rozwaga i rozsądek. Przejście dnem wąwozu to naprawdę przeżycie, które większości osób sprawi niesamowite emocje. Są miejsca, gdzie brodzi się w wodzie – to początek, dalej trzeba pokonać rwące strumienie – od tego miejsca jesteście już cali mokrzy, pokonując metry trzeba wspinać się (na niewielkie wysokości) na skały, no i są miejsca, gdzie bez płynięcia wpław nie da się pokonać dalszej trasy. Naprawdę warto, super i niezwykle naturalnie. Szczerze polecam.






wtorek, 30 maja 2017

SANTIAGO - CABO VERDE - OSTATNIA ODSŁONA

Santiago – wyspa św. Jakuba, największa z wysp Zielonego Przylądka. Ździebełko historii: …jak czytamy: Wyspa wywarła silny wpływ na historię całego archipelagu. To tutaj założono pierwszą osadę, to tutaj zawiązała się afro-europejska społeczność, której miejscowy język kreolski, nazywany Crioulo de Santiago, stał się zalążkiem odrębnego języka, to właśnie Cidade Velha było w przeszłości drugim najbogatszym miastem w portugalskim imperium. 
A dla nas obecnie najbardziej oryginalnym
Santiago jest prawdopodobnie najbardziej zróżnicowaną wyspą pod względem krajobrazu. Można tam znaleźć piaszczyste plaże, potężne góry i suche stepy, a także żyzne doliny i płaskowyże. Dwa wulkaniczne pasma górskie dominują pośród struktur geologicznych wyspy: Łuk Serra Malagueta (1394 m.n.p.m) – biegnie od zachodniego wybrzeża w kierunku północy, a w centrum wyspy znajduje się, pasmo rozciągające się wokół najwyższego szczytu wyspy – Pico d'Antonia. We wnętrzu wyspy znajduje się bogata roślinność, m.in.: akacje, figi. Na północy i południu, płaskowyże są znacznie bardziej jałowe i poprzecinane suchymi dolinami – Ribeiras.



Głównym miastem wyspy, a zarazem stolicą Republiki jest Praia. Jest to rządowe i gospodarcze epicentrum kraju. Trzon starego miasta stanowi dzielnica zbudowana na płaskowyżu, z domami z epoki kolonialnej. Warto pospacerować sobie właśnie tam i warto zejść i odwiedzić Mercado de Sucupira z jego krętymi uliczkami w dzielnicy Várzea – po prostu schodami zejść z tzw. plateau.. Mercado – rynek, to miejsce, gdzie można kupić wszystko, od ubrań i tkanin afrykańskich do urządzeń gospodarstwa domowego muzyki, wyrobów tradycyjnego rzemiosła i typowych potraw narodowych. Ciekawostką dla nas, a zarazem codziennością dla sprzedawców jest „upychanie” na koniec dnia niesprzedanego towaru do metalowych beczek, które na noc zostawia się zamknięte przy swoim bazarku, aby na następny dzień otworzyć je i wyłożyć z nich towar. Po co transportować, jak można właśnie zostawić.







Cidade da Ribeira Grande de Santiago, to była stolica Santiago (wcześniej nazywana Cidade Velha), została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO w lipcu 2009 roku. Zanim jednak wjedziemy do tego uroczego i historycznego miasteczka, jadąc od strony Praia, na wzgórzu, po prawej stronie (przed zjazdem do zatoki) ukazuje nam się twierdza – Fortaleza Real de São Felipe (można do niej też dojść idąc od strony miasta). W miasteczku najbardziej uroczą jest tzw. Rua Banana, czyli ulica Bananowa. Uwidacznia ona architekturę typową dla tego regionu z XV-XVI w., a całość została odbudowana zgodnie z oryginałem w ramach projektu UNESCO. Fakt, że Cidade de Santiago było miejscem handlu niewolnikami (i to wówczas nazywało się Ribeira Grande), jest potwierdzone przez pręgierz (Pelourinho), znajdujący się na niewielkim placyku, tuż przed wejściem do dawnego miasta (ulicą Bananową). Nossa Senhora do Rosário to kościół, którego budowa rozpoczęła się w 1495 roku, a znajduje się w północnej części Rua Banana. Jest to najstarszy kościół w stylu kolonialnym w Afryce i/lub nawet na świecie, z zachowanymi elementami pierwotnymi, m.in.: alabastrową chrzcielnicą, z motywami kwiatowymi, które są dowodem wpływów mauretańskich i z zachowanym sklepieniem gotyckim, w bocznej kaplicy. Konwent São Francisco, na północ od centrum miasta, jest również warty odwiedzenia, a niedaleko zatoki, na wzgórzu znajdują ruiny przypominające o Sé Catedral, której budowa rozpoczęła się w 1555 roku, zakończyła dopiero w 1693 roku, a zbudowana jest z wapieni i częściowo z bazaltowych kamieni z pobliskich kamieniołomów.













Podsumowując – naprawdę warto przyjechać do Cidade da Ribeira Grande (Cidade Velha), ze względu na wartość historyczną tego miejsca, ale również uwzględniając i doceniając jej współczesny charakter. Warto zrobić sobie również przejażdżkę przez środek wyspy do miejscowości Assomada (Santa Catarina), po drodze podziwiając krajobrazy, a w mieście zajrzeć na targ oraz wybrać się za miasto (ok. 1,5 godz. okrężnego marszu) do największego na wyspach drzewa – drzewa kapokowego.
Całe Cabo Verde, to również inne wyspy, niektóre również bardzo ciekawe, ale z pewnością nie jest to tak popularna destynacja, jak wiele innych. Jednakowoż – nie o to chodzi. Jesteśmy przekonani, że każdy podróżnik może odszukać tutaj wiele fascynujących miejsc, krajobrazów i momentów, które będzie pamiętał długo. Naprawdę warto!

czwartek, 23 marca 2017

BOA VISTA – PIĘKNY WIDOK

Podczas niezbyt długiego pobytu, trudno jest odwiedzić… ten destinations (dziesięć destynacji – wysp). Nam udało się być na dwóch: Boa Vista i Santiago. Tak jak wspominałem wcześniej, każda wyspa jest inna. I tak jest też w przypadku zestawienia i porównania ze sobą tych dwóch.



Boa Vista – jej nazwa rzekomo pochodzi od słów marynarzy, którzy „błąkali” się na morzu, po szalejącym wcześniej sztormie i kiedy ujrzeli ląd, właśnie mieli zakrzyknąć boa vista – co mniej więcej znaczy dobry widok. Wyspa jest jedną z najbardziej wysuniętych na wschód i trzecią co do wielkości spośród pozostałych. Leży w grupie tzw. wysp barlavento – tzn. zawietrznych. Nie jest duża: jej faktyczna wielkość to ok. 31 km. w kierunku północ-południe i ok. 29 km. ze wschodu na zachód. Dominującą formą krajobrazu jest…pustynia: kamienna, piaszczysta – zwłaszcza w części zachodniej i północnej, natomiast w części południowej i wschodniej znajdują się niewielkie wzniesienia, a wśród nich najwyższy „szczyt” wyspy Monte Estancia o wysokości 387 m.n.p.m. Boa Vista kojarzona jest również (i jak najbardziej tak też powinna) z pięknymi piaszczystymi plażami, których łączna długość wynosi ponad 55 km. 




Stolicą wyspy (albo może jej największym miastem) jest Sal Rei. Spokojne nadmorskie miasteczko z niewielkim portem, niewielką stocznią i plażą miejską (tą najbliżej centrum) przy której rozlokowały się łodzie rybackie. Na głównym placu miasta – Praça de Santa Isabel zobaczyć można kolorowe fasady budynków, a wśród nich katolicki kościół Santa Isabel, zbudowany w stylu kolonialnym i ozdobiony przez elewacje barokowe w odcieniach piaskowym i jasnoniebieskim. W samym centrum rynku jest punkt informacji turystycznej (prowadzony przez sympatycznego Włocha). Nazwa miejscowości – Sal Rei, tłumaczyć można, jako: królewska sól. I nie wzięła ona się przypadkiem. W przeszłości pozyskiwano tutaj (w północno-wschodniej części miasta) ponoć najlepszą jakościowo sól.




Z głównego placu miasta idąc wzdłuż fasady kościoła (lekko pod górę) można dojść np. do budynku poczty, a skręcając przed nią w prawą stronę można obrać kierunek na największą plażę miejską – Praia de Cruz, przy której (na szczęście po drugiej stronie ulicy) rozlokowały się apartamenty i hotele turystyczne. Plaża w porównaniu do innych na wyspie, nie robi przesadnego wrażenia. Stąd, idąc pieszo (w zasadzie kontynuując kierunek), możemy dojść do położonej na wzgórzu – wyremontowanej kaplicy – Nossa Senhora de Fátima lub (najlepiej samochodem) kierować się w stronę jednego z symboli wyspy – wraku statku Santa Maria. Dostać się do niego możemy na wiele sposobów: pieszo, quadem, jeepem. Przyjmując, że najbardziej optymalne jest wynajęcie jeepa (który może pokonywać trudne drogi, ale jednak nie wszystkie), zaczynając podróż od placu miasta Sal Rei należy kierować się najpierw na port, a następnie (dojeżdżając do miejsca, gdzie stoją w piasku trzy zużyte już statki) skręcić w prawą stronę (ten sam kierunek co do kaplicy). Po przejechaniu ¾ drogi wzdłuż plaży, skręcić trzeba lekko w prawo, w kierunku na cmentarz. Na wysokości cmentarza droga skręca w lewo, lekko prowadząc pod górę. Brak tutaj jakichkolwiek drogowskazów, ale orientacyjnie można kierować się na stojące na wzgórzu trzy (nowoczesne) wiatraki. Jadąc cały czas główną ścieżką pod górę (po kabowerdyjskim bruku), należy skręcić w prawo (w ścieżkę jeszcze gorszej jakości) ok. 300-400 m. przed widoczną budką wartowniczą (w której – jak zawsze – miły ochroniarz, pilnuje wjazdu bezpośrednio pod wiatraki, wiemy, bo dojechaliśmy pod budynek i on właśnie wskazał nam drogę wcześniejszą). Stąd – tyle ile będzie mogło „pokonać kamoli” wasze auto, należy jechać do momentu, kiedy droga ze wzniesienia „schodzi” w dół (dalej już nie ma sensu jeepem, bo piachu jest naprawdę sporo, a po za tym, właśnie ze wzniesienia widać w oddali – jakieś 30-45 min. marszu – wrak). To co pozostało ze statku Cabo Santa Maria, to jedno wielkie złomowisko, ale robi wrażenie, tym bardziej, że znajduje się bardzo blisko brzegu. Z roku na rok jest go co raz mniej. A stoi tak od 1968 roku, kiedy (ponoć w niedzielną noc) wbił się w piaszczysty brzeg wyspy. Trzeba podkreślić, że wraków (jednak pozostałych już tylko pod wodą) jest wokół wyspy sporo (niektóre źródła podają ich 300 szt.), a ma to swoje uzasadnienie, w rzekomych anomaliach magnetycznych panujących właśnie wokół Boa Visty.





Najstarszą osadą na wyspie jest Povoacao Velha, do której można się dostać aluguer’em lub wynajętym autem, ale…nie wiem czy naprawdę warto.



Na nas większe, pozytywne wrażenie zrobiły urocze miasteczka położone we wschodniej części wyspy: Joao Galego, Fundo de Figueiras, czy Cabeco dos Tarafes. Z tej ostatniej (dojeżdżając na jej obrzeża – pod tablicę końcową miasteczka) można, skręcając w prawo, pod górę, udać się najpierw „marsjańską równiną”, a następnie skalisto-piaszczystym wąwozem do „naturalnych basenów” Odjo de Agua (marsz w jedną stronę to ok. 1 godz.).






No i oczywiście Boa Vista to plaże, a jak plaże, to nie można zapominać o symbolu całego archipelagu, jakim jest żółw. Okazuje się, że plaże wyspy (głównie właśnie Boa Vista) co roku (od czerwca do listopada) odwiedzają żółwie, składając tutaj jaja, z których wykluwają się młode. Jest to jedno z głównych miejsc narodzin żółwi na całym Atlantyku. Być może następnym razem dane nam będzie przybyć na wyspy w innym terminie i będziemy mieli szczęście zobaczyć narodziny żółwi, nie stwarzając im żadnego zagrożenia.


niedziela, 12 marca 2017

ITB – INTERNATIONALE TOURISMUS BÖRSE - BERLIN

Międzynarodowa Giełda Turystyczna lub po prostu Międzynarodowe Targi Turystyczne w Berlinie. Odbywają się już od ponad 50 lat. Zawsze w tym samym miejscu, prawie w sercu Berlina, w tzw. Berlin Expo Center City (na oznaczeniach drogowych np. na autostradzie opisane jako Messegelände), w 26 halach wystawowych, które oferują 180 tys. m2, (ITB zajmuje powierzchnię 160 tys. m2).


Chociaż wiadomo, że obecnie podstawowym źródłem zbierania informacji dla osób chcących podróżować jest internet, ale warto wybrać się do Berlina chociaż raz, a może i więcej razy. Impreza jest organizowana zawsze w pierwszej połowie marca, w tym roku był to termin 8-12.03.2017. Warto być świadomym, że pierwsze trzy dni (zawsze: środa, czwartek i piątek) są to tzw. dni branżowe, gdzie wstęp mają osoby zawodowo związane z turystyką. Bilet wówczas kosztuje: 35 euro/1 dzień lub 50 euro/3 dni – kupowany ze strony http:///www.itb-berlin.de, a 52 euro/1 dzień i 75 euro/3 dni – kupowany w kasie, na miejscu.  Dla innych odwiedzających, Targi są dostępne przez dwa dni (zawsze sobota i niedziela), a bilety wówczas kosztują: 12 euro/dzień – online, 15 euro/dzień – w kasie, 8 euro/dzień (uczniowie, studenci) – tylko w kasie, na miejscu. Moim zdaniem niedziela nie jest dobrym terminem na odwiedziny, wystawcy są zmęczeni, część stoisk jest już wręcz zamknięta, jakiekolwiek gadżety zostały wydane, a materiały które zostały, nie są już tak przydatne.


Dla wielu początkujących podróżników Targi dają możliwość zobaczenia ”Świata w pigułce”, a dla tych którzy interesują się turystyką w innych jej aspektach, jest to z pewnością miejsce, gdzie znajdą odpowiedź na swoje pytania i wątpliwości. W tym roku statystycznie odnotowano: 187 krajów, czyli powyżej 90% wszystkich (w zależności od podziału). Byli też przedstawiciele wielu segmentów turystycznych: turystyka biznesowa, kulturowa, turystyka młodych, przygodowa, turystyka odpowiedzialna, ekologiczna, turystyka luksusowa, medyczna, czy chociażby osobny dział turystyka gejów i lesbijek. Wśród wystawców byli też tacy, którzy reprezentowali: technologie w turystyce, świat wirtualnych podróży, fachowe publikacje turystyczne, szkolnictwo turystyczne.



Pozwolę sobie na pewną, krótką analizę, jako odwiedzający ITB już od wielu lat, z przerwami (pierwszy raz byłem jeszcze na studiach, w roku 1993). Świat się zmienia i Targi również. Pamiętam ten czas, kiedy na polskim stoisku dominowały materiały ksero czarno-białe, wystawcy dysponowali tylko materiałami drukowanymi, ale oferowali też sporą ilość dodatkowych gadżetów, np. breloczki, małe buteleczki lokalnych alkoholi, jakiekolwiek lokalne bibeloty, często wytwarzane na miejscu, w czasie wystawy. Wszystko było mniej kolorowe, ale w tamtych czasach robiło wrażenie, zwłaszcza na nas, zwykłych Polakach, dla których Świat dopiero się otwierał. Na przestrzeni lat zmieniło się bardzo dużo. Odnoszę wrażenie, że kiedyś Targi były skierowane bardziej na „pospolitego odwiedzającego”, ale przecież wynikało to z możliwości technicznych, jakimi dysponowano i nastawienia „mniej marketingowego”. Warto podkreślić, że już od paru lat obserwuje się inne (zupełnie logiczne) nastawienie wystawców, tzn. skupiają się na konkretnych rozwiązaniach, np. konkretnych produktach, które mogą zaoferować potencjalnym kontrahentom i turystom. Na stoiskach narodowych są przedstawiciele hoteli, atrakcji turystycznych, lokalni organizatorzy. Jest to widoczne poprzez tworzenie mini boksów (wydzielonych miejsc), gdzie właśnie mają oni swoje siedziby. Z pewnością, w porównaniu do przeszłości mniej jest dodatkowych gadżetów przeznaczonych dla odwiedzających (nie opłaca się wystawcom ich produkcja, bo nie widzą bezpośredniego przełożenia na zysk), ale za to więcej jest materiałów multimedialnych. Jeżeli chodzi o moje spostrzeżenia dot. polskiego stoiska, to odnoszę wrażenie, że jakoś nie możemy dogonić tych wyróżniających się i zawsze jesteśmy nieco w tyle, pod względem atrakcyjności prezentacji, tematyki prezentacji, braku orientacji na konkretne rozwiązania (produkty).



Podsumowując, trzeba zaznaczyć, że naprawdę warto tutaj być i zobaczyć przedstawicieli wielu kultur pod jednym dachem, prezentujących się w swoich narodowych, lokalnych strojach, wykonujących swoją muzykę, pokazujących swoje tradycje, obyczaje, chętnych do nawiązywania kontaktów. Tym właśnie jest między innymi turystyka – możliwością wymiany doświadczeń i obserwacji wielokulturowości, bez jakichkolwiek negatywnych kontekstów, odniesień, rasizmu, a z poszanowaniem drugiego człowieka i tego, co może pozytywnego dać innym. Zapraszam na Targi za rok!